Sport do poprawki

Kolejne igrzyska olimpijskie dobiegły końca. Jak zwykle jest to okres w którym dokonuje się ocen i podsumowań. Czy były to dobre zawody w wykonaniu polskich sportowców? Jedno spojrzenie na klasyfikacje medalową wystarczy, żeby sobie na o pytanie odpowiedzieć. Polska zajęła trzydzieste trzecie miejsce, najgorsze od lat 50. ubiegłego wieku. Są tacy którzy twierdzą, że powinniśmy się do takich rezultatów przyzwyczaić ponieważ w Igrzyskach Olimpijskich bierze udział coraz więcej krajów w związku z czym rośnie konkurencja. Jednak ta większa liczba zawodników rywalizuje dzisiaj o znacznie większą pule medali niż sześćdziesiąt lat temu. Poza tym czołówka tabel medalowych poszczególnych igrzysk nie wiele się zmieniła przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Dlaczego, więc Polska od dłuższego już czasu utknęła na liczbie około dziesięciu medali? Dlaczego od igrzysk w Atlancie mamy wyraźny trend spadkowy jeśli chodzi o miejsca zajmowane w klasyfikacji medalowej? Czy rzeczywiście jest to efekt coraz większej liczby zawodników z większej liczby krajów?

Na igrzyskach w Atlancie wystartowało 10 718 zawodników reprezentujących 197 krajów, którzy rywalizowali o medale w 271 konkurencjach, przynajmniej jeden medal zdobyło 79 narodowych reprezentacji. W Rio natomiast wzięło udział 10,5 tys. sportowców z 206 krajów, którzy wystąpili w 306 konkurencjach, z co najmniej jednym medalem do domu wróciło 87 reprezentacji. Jak widać z tych statystyk przez ostatnie dwadzieścia lat mocno wzrosła liczba rozdawanych medali (dwadzieścia pięć kompletów więcej) a liczba rywalizujących o nie zawodników spadła. Trudno w takiej sytuacji uznać za słuszny argument, że Polska obsuwa się w klasyfikacji medalowej ponieważ jest coraz większa konkurencja. Przyczyn tego trzeba szukać gdzie indziej. Gdy w Atlancie Polska po raz ostatni mogła być zadowolona ze swojego dorobku medalowego, Brytyjczycy czuli coś zupełnie przeciwnego. Ta sportowa potęga zajęła w klasyfikacji medalowej dopiero trzydzieste szóste miejsce. Po tej klęsce w Wielkiej Brytanii przeprowadzono gruntowną reformę szkolenia sportowego. Jej efekty mogliśmy zobaczyć w Rio, gdzie brytyjscy sportowcy zdobyli 67 medali w tym 27 złotych co dało im drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, najlepsze od ponad 100 lat! Polski sport też potrzebuje reform, nasz potencjał ludnościowy i gospodarczy jest taki, że przy dobrze zorganizowanym systemie szkolenia sportowego możemy w klasyfikacji medalowej znajdować się w okolicach dziesiątego miejsca. Tylko co trzeba zmienić żeby osiągnąć taki rezultat?
Przede wszystkim należy dokończyć transformacje ustrojową w polskim sporcie. Choć od upadku komunizmu minęło przeszło dwadzieścia pięć lat, to nadal dominuje mentalność typowa dla modelu organizacji sportu, który możemy nazwać państwowym. Taki właśnie jaki obowiązywał w PRLu. Kluby sportowe zwykle poprzez przydzielone do nich zakłady były całkowicie finansowane przez Państwo, natomiast funkcje we władzach klubów i związków stanowiły część nomenklatury. Po 1989 roku ten model się załamał, problem w tym że w jego miejsce nie pojawił się nowy, lecz siłą bezwładności próbowano utrzymać jak najwięcej elementów starego systemu. W ostatnich latach coś zaczęło zmieniać się na lepsze, co ciekawe to właściwe reformy zapoczątkowała ta minister sportu, która nie wiedziała ile jest w Polsce lig hokeja, ale zauważyła coś o wiele ważniejszego, że podstawą dla sukcesów na igrzyskach jest sport powszechny. Dlaczego jest on taki ważny?
Rekreacja jest sensem istnienia sportu wyczynowego. Dzisiaj, często się o tym zapomina, ponieważ media z rywalizacji sportowej uczyniły spektakl na wzór walk gladiatorów, ale gdy ponad sto lat temu baron de Coubertin wskrzeszał igrzyska olimpijskie to przede wszystkim chodziło mu o promowanie aktywności fizycznej. Ponieważ był przekonany o jej zaletach, przede wszystkim o pozytywnym wpływie na nasze zdrowie, czego z resztą nikt dzisiaj nie kwestionuje.
To sport powszechny dostarcza “paliwa” dla sportu wyczynowego, który z kolei służy popularyzacji aktywności fizycznej. Zrozumienie tej zależności jest podstawą do stworzenia dobrego modelu organizacji sportu w nowoczesnym państwie. W czasach PRLu to nie było potrzebne , ponieważ “paliwa” dla sportu wyczynowego dostarczało państwo, dla którego sport był elementem propagandy. Sport nie miał też dużej konkurencji jako sposób spędzania wolnego czasu przez dzieci i młodzież. Dlatego sport wyczynowy mógł z powodzeniem istnieć w oderwaniu od rekreacji.
Co to znaczy, że sport powszechny dostarcza “paliwa” dla sportu wyczynowego? Po pierwsze jeśli aktywność fizyczna jest w danym społeczeństwie popularna, to na przykład wystąpienie takiej sytuacji że nawet 30% uczniów gimnazjów ma zwolnienie z wf będzie mało prawdopodobne, a w Polsce tak się niestety dzieje. Niskie zainteresowanie dzieci i młodzieży uprawianiem sportu przekłada się z kolei na to, żę nie ma kogo szkolić. Po drugie rekreacja zapewnia finansowanie dla sportu wyczynowego z jednej strony poprzez utrzymywanie obiektów sportowych, które dzięki amatorom mogą liczyć na przychody inne niż dotacje. Z drugiej strony natomiast popularność sportu sprzyja zainteresowaniu prywatnych sponsorów. We wspomnianej wcześniej Wielkiej Brytanii, a także na przykład w Niemczech pozyskiwanie środków ze źródeł prywatnych jest warunkiem dla organizacji sportowych do otrzymania wsparcia od Państwa. W tych krajach obowiązuje zasada, że środki publiczny stanowią dodatek do środków prywatnych i nie mogą stanowić głównego źródła utrzymania sportu. Po trzecie w demokratycznym państwie bez popularności aktywności fizycznej infrastruktura sportowa nie będzie się rozwijać. Nikt nie zainwestuje publicznych pieniędzy w coś czego wyborcy nie chcą.
Zmiany w samej filozofii organizacji sportu, to jednak dopiero początek. Potrzebne jest dopasowanie pozostałych elementów systemu takich jak zasady wsparcia finansowego dla związków sportowych. Dzisiaj one rzadko zajmują się sportem powszechnym, ponieważ nie muszą. Dotacje publiczne nie są uzależnione od przychodów ze źródeł prywatnych do uzyskania których byłaby potrzebna rekreacja. Finansowanie klubów zależy natomiast głównie od szkolenia juniorów, nie ma znaczenia to czy ci juniorzy będą osiągać sukcesy jako dorośli zawodnicy, czy też nie. W Atlancie wystąpiło 165 reprezentantów Polski i zdobyliśmy 17 medali w tym najwięcej tych najcenniejszych, do Rio pojechało 242 naszych sportowców, którzy wywalczyli 11 medali, najwięcej brązowych. Po tych statystykach widać w czym jest problem, nie zmniejszyła się liczba zawodników i zawodniczek, którzy są w stanie zdobyć minima olimpijskie, ale ich wyniki są gorsze. Dominuje przeciętność. Jeszcze raz warto tu przytoczyć przykład Wielkiej Brytanii, gdzie podstawowym kryterium oceny związków sportowych jest liczba i jakość zdobytych medali na igrzyskach olimpijskich. Medale zdobywane na zawodach innej rangi mają znaczenie drugorzędne i żadna ich ilość nie zastąpi jednego medalu olimpijskiego. W Polsce te kryteria nie są tak jednoznaczne co sprzyja ich rozmywaniu i promuje wspomnianą przeciętność.
Polskę stać na miejsca w pierwszej dziesiątce klasyfikacji medalowej igrzysk olimpijskich. Do tego jednak potrzeba konsekwentnych zmian w sposobie organizacji sportu. Popularyzacji aktywności fizycznej i odpowiednie powiązanie sportu powszechnego ze sportem wyczynowym. Na razie trwa dryf, w ostatnich latach zdarzyło się, że w dobrym kierunku, ale dryf jest nie przewidywalny i nie wiadomo dokąd nas zaprowadzi.
Trwa ładowanie komentarzy...