Przeciąganie liny

Popularne jest dzisiaj stwierdzenie, że Polska podzielona jest jak nigdy wcześniej. Prawdziwy jest jednak tylko początek tego zdania. Polska jest podzielona, ale dzisiaj ten podział został tylko dostrzeżony. Jarosław Kaczyński tylko wykorzystuje istniejące podziały, ale sam ich nie stworzył. Ich historia jest znacznie starsza.

W czasie zaborów życie społeczno-polityczne naszego kraju zostało rozdzielone na trzy różne rzeczywistości. W każdej z nich rytmu ewolucji społeczno-politycznej wyznaczały kraje zaborcze i zmiany, które w nich samych zachodziły. Szczególnie w przypadku zaboru rosyjskiego oznaczało to oderwanie od tych dyskusji i przemian społeczno-politycznych, które kładły fundamenty pod współczesną demokrację liberalną. Nie oznacza to oczywiście, że do Polski nowe idee i zmiany w ogóle nie docierały. Że nikt nie czytał na przykład Mill’a czy de Toqueville’a i innych myślicieli politycznych Zachodu, ale wpływ ich idei był ograniczony. Sprawą która dominowała w dyskusjach politycznych i najbardziej zajmowała polskie społeczeństwo była oczywiście walka o odzyskanie niepodległości. Kwestia jak ma wyglądać niepodległa Polska schodziła na dalszy plan.

Koncentracja na dążeniach do niepodległości nie powodowała jednak, że dyskusji o kształcie wolnej Polski nie podejmowano. Wprost przeciwnie dyskusja ta była całkiem żywa, ale po pierwsze była ograniczona do wąskiego grona elit, a po drugie miała charakter akademicki. Brak własnego państwa powodował, że nie było możliwości wcielania w życie proponowanych w jej toku rozwiązań. Choć na ziemiach polskich istniały partie o profilach podobnych do tych spotkanych na zachodzie Europy - liberalnym, ludowym, socjaldemokratycznym, nacjonalistycznym itp. to w przeciwieństwie do swoich zachodnich odpowiedników nie musiały one ze sobą współpracować w rządzeniu państwem. Nie było więc potrzeby tworzenia mechanizmów “ucierania” się poglądów, zawierania kompromisów i reguł prowadzenia debaty publicznej tak aby służyła ona rozwojowi kraju.

Dopiero odzyskanie przez Polskę wolności stworzyło konieczność współpracy w rządzeniu krajem. Brak przygotowania polskich polityków spowodował, że pierwsze lata II RP to okres politycznego chaosu i awantur, czego najostrzejszym przejawem był zamach na Prezydenta Narutowicza. Niestety czasów tych nie zakończyło wypracowanie porozumienia co do modelu państwa i demokratycznych reguł gry, ale niedemokratyczny zamach stanu.

Być może rządy sanacji byłyby tylko przystankiem na drodze do demokracji liberalnej, gdyby po II wojnie światowej dane nam było nadal cieszyć się niepodległością. Niestety stało się inaczej. Władze i ustrój narzucono nam z zewnątrz i znów jak pod zaborami walka o to żeby Polska była niepodległa przykryła pytanie o to jaka ta Polska być powinna. W pewien sposób to był przejaw pragmatyzmu, odłożenie sporów ideologicznych na bok spowodowało że mogliśmy się zjednoczyć w walce ze wspólnym wrogiem. Dzięki temu ta walka była skuteczna.

Po upadku komunizmu powstała III RP. Zwolennicy prawicy nie uznali jej jednak za kraj niepodległy, ponieważ jej ustrój był tak samo obcy, zewnętrzny jak komunizm. Jednak nie został on nam narzucony z zewnątrz, ale importowany z Zachodu wolą większości. I tu trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, że ta decyzja była takim samym przejawem dyktatury większości jak dzisiejsze działania Zjednoczonej Prawicy. Konstytucję z 1997 roku, która wprowadziła w Polsce demokrację liberalną uchwalił najmniej reprezentatywny dla preferencji wyborczych Parlament po 1989 roku. Około jedna trzecia wyborców, głównie prawicowych nie miała w tym Parlamencie swoich reprezentantów, ponieważ ich partie nie osiągnęły progu wyborczego. A w referendum konstytucyjnym nową ustawę zasadniczą poparło tylko trochę ponad 50% głosujących przy dosyć niskiej frekwencji.

Zakrzyczana i wyśmiana od ciemnogrodu prawica, wykorzystując sprzyjające dla niej okoliczności bierze dzisiaj rewanż. Przeciąganie liny trwa. Jednak o ile ponownie nie utracimy niepodległości, to rozwiązanie sporu jest nieuchronne. Pytanie jest tylko kiedy to się stanie za pięć lat czy pięćdziesiąt. Jaką drogą do niego dojdziemy, całkiem pokojowo poprzez dyskusję, wybory, kompromisy czy może po drodze będą jeszcze jakieś przewroty bądź wojna domowa. No i przede wszystkim jakie to rozstrzygnięcie będzie - demokracja liberalna albo jakiś inny ustrój? Przyszłość dostarczy nam na te pytania odpowiedzi, a narazie można spojrzeć na wartości które są przedmiotem sporu. Spróbować zrozumieć jak poszczególne strony rozumieją kanon wartości - wolność, demokracja, naród itp.

Wolność
{url=http://bartlomiejschmidt.natemat.pl/211105,narod}Naród{/url}
Demokracja
Trwa ładowanie komentarzy...